środa, 25 lipca 2012

Przywołanie lata - podejście drugie

Jako że uważam, że lepiej jest, jeśli piach nie sypie się ludziom w gacie, to mój ludź dostał spódnico-majtki.
Spódniczka podkreśli, że to dziewczynka ('o, jaki fajny chłopczyk' - grrrr), a majty będą robić za przedmurze strefy wolnej od piasku :)
Po raz kolejny, szyjąc tę gacio-spódnicę, doszłam do wniosku, że jestem średnio uważna :/ Popełniam głupie pomyłki, które, owszem, da się zwykle naprawić, ale trwa to długo i czasem jednak pozostawia ślad (na materiale, o mojej psychice nie wspomnę).


Bluza szyta z sercem :)

Postanowiłam uszyć dziecku bluzę. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Nie miałam wykroju, odrysowałam główny zarys z innej, aktualnie pasującej bluzy, poprawiłam i wyszło mi takie coś.
Wierzch jest z cienkiego polaru, spód - z dzianiny. Obie części osobno szyło się bardzo łatwo, ale zestawienie ich razem okazało się już trudniejsze. Ślizga się to, rozjeżdża, odjeżdża, rozłazi - fuu.
Lekcja na przyszłość - spinać szpilkami albo fastrygować większe powierzchnie.
Efekt końcowy jest taki:


Dziecko przymierzało i bluza dobra, ale zdjęć nie robiłam, bo pora do bani.

wtorek, 17 lipca 2012

Powrót lata

Lato dało nogę i tak bardzo mi się to nie podobało, że uszyłam dziecku 'coś' na plażę: top i spodenko-spódniczkę. Gacie pierwotnie miały być całkiem luźne, zwłaszcza u dołu nogawek, ale ściągacz być jednak musi, żeby choć trochę zabezpieczyć pupsko dziecięcia przed tonami piachu.


Lepsze bywa po prostu lepsze :)

I niekoniecznie jest wrogiem dobrego.
Musiałam, po prostu musiałam poprawić tunikę w kwiatki. Dekolt wyglądał byle jak, każda część z innej parafii. Nie pokażę dokładnych zdjęć poprzedniej wersji, bo ciachnęłam całą górę i wywaliłam, żeby zapomnieć, za to mogę pokazać wersję aktualną - z karczkiem i obszytą ściągaczem.


Teraz jest, moim zdaniem, lepiej. 

poniedziałek, 16 lipca 2012

Euro 2012 wiecznie żywe :)

Mam spory kupon materiału poeurowego, z którym trzeba zrobić COŚ.
Jako że brakuje dziecku piżam, a drugim palącym problemem stały się rozpaczliwe próby odpieluchowania ("Gdzie się robi siku?" "Na nocnik" "A ty gdzie robisz?" "Tu" - i dziecko wskazuje palcem podłogę), spożytkowanie kuponu nie będzie trudne.
Piżama to prosta koszulka i proste spodnie - T-shirt odrysowany z innego, a spodnie to wykrój z 'Burdy dla dzieci', nieco zmodyfikowany, bo te burdowe spodnie są na porządne, szerokie pupy, nie na dwa ziarenka groszku.


Druga rzecz uszyta dzisiaj to trenerki.
Odrysowałam dzieciowe majty i zmodyfikowałam wykrój tak, jak mi się wydawało, że będzie dobrze. 


Trenerki mają mikrofibrową wkładkę, żeby choć trochę powstrzymać powódź.











środa, 11 lipca 2012

Spodenek nigdy dość

Na półce leżał sobie jakieś pół roku materiał w kwiatki, taki wiosenny, wprawiający w zadowolenie. Kupiłam go na Uranowej (przerazili mnie śmiertelnie, bo sklepu nie było tam, gdzie powinien, tylko w głębi podwórza; już myślałam, że kolejny sklep diabli wzięli).
Spodenki były priorytetem, bo dziecku potrzebne są jak powietrze, tunika wyszła przy okazji. Schrzaniłam trochę dekolt, bo mi się koncepcja zmieniła w trakcie, ale reszta da się łyknąć. Trochę za duża wyszła, ale trudno, lepiej za duża, niż za mała.
Wygląda to tak:

















Drugi produkt dnia dzisiejszego to spodenki uszyte z koszulki nabytej w szmateksie.

















Zasadnicze szwy powstały na overlocku (tak, tym z Lidla), którego to ponowna regulacja kosztowała mnie dwa kilo nerwów. Chciałam przestawić igłę z prawego łożyska do lewego, żeby poszerzyć szew, i się zaczęło. Ustawienia poprzednie okazały się nic nie warte, ustawienia z instrukcji tak samo. Ustaliłam metodą prób i błędów, co będzie najlepsze, i boję się przy overlocku oddychać, żeby się nie przestawiło pod wpływem ruchu powietrza.
Podłożenie i stan podszyłam zwykłą maszyną, igłą do dzianin. W niebieskich spodenkach wykorzystałam fabryczny brzeg koszulki. Wykrój w obu parach ten sam, z 'Burdy' z wykrojami dla dzieci. BTW 'Burda' mnie irytuje, wykroje są albo na maluchy do 86 cm, albo na większe dzieci od 110, no, niekiedy 104. Ble, droga 'Burdo', nieładnie...


A, apple core leży. Poczeka, aż mnie zapakują do więzienia na rok, dwa.

niedziela, 8 lipca 2012

Skok na głęboką wodę - Apple Core

Oglądam właśnie polowanie warana na bawoła i widzę, że moje zmagania z apple core to chyba pomysł z tej samej ligi. 
To nie jest mój pierwszy patchwork, ale wydaje mi się, że trzeba mieć za sobą przynajmniej sto patchworków za sobą i cierpliwość +20 w skali 0-10, żeby się za to brać. 
Nie wiem, czy podjęte ryzyko się opłaca, ale na szczęście tkanina to nie maślanka, żeby się po tygodniu zepsuć.
Elegancki stosik czeka:

W stosiku znajduje się siedem setów po 11 kawałków z każdego rodzaju materiału. Nie lubię niebieskiego, ale akurat jeśli chodzi o zbieżność kolorystyczną moich tekstyliów, to najsilniejszą reprezentację mają Niebiescy, o kilka punktów przegrywają z nimi Zieloni, a następni w kolejce są Różowi, a po nich zbieranina, nie piąta liga, ale kolorystycznie wschodni bazar wysiada. 


Po długich i bezowocnych poszukiwaniach szablonu stwierdziłam, że robię duży dym o byle co, bo zasada konstruowania szablonu jest bardzo prosta. [Dla tych, co mają jakieś pojęcie o programie AutoCad, może być pomocna ta strona, ja z niej nie korzystałam, ale może ktoś zechce.] 

Cztery kawałki ze stosu wzięłam na próbę i zszyłam ręcznie, blokami, nie rzędami. To znaczy bloki były dwa, podwójne, potem zszyte w połowie. 



Powiem tylko o ............. rany