niedziela, 30 września 2012

Skrzydełka - ciach! ciach!

Weź jej zdejmij tę czapkę, no, weź, jak ona wygląda.
Co ona w ogóle ma na sobie?
Weź ją ubierz normalnie.

To się nazywa - podciąć skrzydła.

poniedziałek, 24 września 2012

Będzie impreza i jest żakiecik :)

W sobotę idziemy na urodziny i uznałam, że w szafie oprócz dresiwa powinno być coś, powiedzmy, że elegantszego. Skorzystałam z wykroju cioci 'Burdy' i wytworzyłam takie coś:

(BTW już trzeba kroić na 104, ależ te dzieci rosną...)

Żakiecik jest z dzianiny grubszej, niż cieńsza, i cieńszej, niż gruba (szyłam z niej już spodnie), a w roli lamówki wystąpiła dzianina, z której szyłam pieluszkę eksperymentalną numer dwa (nie wiem, o czym myślałam, krojąc tę lamówkę, ale na pewno nie o krojeniu lamówki, skroiłam za wąską i musiałam sztukować) . Muszę jeszcze doszyć od spodu trzymaka na napę albo haftkę, bo mimo podklejenia tym białym czymś (nigdy nie pamiętam, jak to się nazywa) wewnętrzna poła opada i nie wygląda to ładnie.
Do tego będzie bluzeczka z dzianiny tej od lamówki, a spodni chyba nie będzie, bo za mało mi zostało dzianiny :(
No i jak...?

3,14-eluszka numer 2

Wygląda nieźle, moim skromnym zdaniem, ale nie mam pojęcia, jak przedstawia się kwestia jej funkcjonalności, zwłaszcza szerokiej gumki z tyłu, i kwestia zapinania na napy. W zasadzie można zapiąć na te napy i ich nie odpinać, tylko wsunąć przód pod pasek i już. Pisanie pomaga mi uporządkować myśli, więc w ramach porządkowania wyszło mi, że jest to fason właściwie tylko dla dzieci niechodzących, a nawet niesiedzących - dla takich smyków przód w tym fasonie musiałby sięgać pod pachy.
Chyba teoria to za mało, muszę znaleźć jakąś małą modelkę i współpracowniczkę ;)




niedziela, 23 września 2012

T-raperka znad Wisły

Recykling to najbardziej bombowa rzecz na świecie.
Oto co udało mi się wymodzić z mojej starej szarej bluzy i kawałka całkiem świeżej dzianiny (ta bordowa - na zdjęciu, w oryginale jest to bardzo ciemna fuksja - część bluzy).





Bluza była nieco zużyta, ale przede wszystkim miała małą, ale paskudną dziurkę na plecach. Z rękawów i kawałków przodu uszyłam alladyny (trochę za wysoko krok mi wyszedł, jak na alladynki, ale ogólnie jest OK, dziecko spodnie polubiło, bo są luźne i wygodne). Z części tyłu uszyłam rękawy bluzy i kieszonki; kaptur bluzy jest oryginalnym kapturem z mojej bluzy. Resztka tyłu posłużyła mi do uszycia czapki.
Efekt powyżej :)

sobota, 22 września 2012

Torba borba

Powstała ze sztruksu i zdobycznych spodni.
Jak zwykle, najbardziej dumna jestem z wszytych suwaków - jednego w środku, drugiego na zewnątrz, od 'mojej' strony (torby noszę zwykle na lewym ramieniu i chciałam mieć jedną kieszonkę na zewnątrz, ale nie na widoku).
Torba jest dość duża, ma w środku sporo kieszonek i kieszeni: na portfel, na komórkę, na kundla, na picie, na notes, na długopisy, na... i tak dalej :)
Uszyłam ją teoretycznie na teraz, ale boję się, że tak jasna torba w tak ohydną pogodę szybko przestanie być jasna.



poniedziałek, 17 września 2012

Miała być wyprawka

Ale pieluszka jest bardziej dziewczęca, niż chłopięca, także sobie poleżakuje.
Z wierzchu bawełna, od spodu flanela, w środku flanela plus wkład z mikrofibry i tetry.
Po kolejnej pieluszce na troczki dochodzę do wniosku, że rzeczone troczki są najprzyjemniejsze w szyciu. Rzepy, jeśli chodzi o najgorszość, dzierżą palmę pierwszeństwa. W ogóle przestaję je lubić jakoś, może dlatego, że w zimowej kurtce mojego dziecka sznurek od kaptura zahacza o to pierońskie rzepiszcze i wygląda jak pęk siana, a nie jak sznurek.
Pieluszka jest oczywiście prosta, różnica w poziomie skrzydełek wynika z ułożenia moimi koślawymi ręcyma :)

piątek, 14 września 2012

Dresiarze na start!

Uszyłam dziecku kilka par miękkich dresowych spodni: jedne z grubszej bawełny (tu ich na razie nie pokażę, bo są w praniu), jedne z cieńszej, niż ta grubsza, ale grubszej, niż ta cienka :) i trzecie są z weluru. Druga i trzecia para mają ściągacz i w nogawkach, i w pasie, ponieważ miały być rozwojowe. Te fioletowe i owszem, nadają się, ale te zielone chyba jednak są przesadzone w tym rozwoju, więc jeśli znajdzie się ktoś chętny, to zmienią właściciela.
Następne pary będą węższe i już na gumkę.



czwartek, 13 września 2012

Wyprawka pieluszkowa :)

Nie dla mnie, ale komuś trzeba pomóc :)
Wykrojów pieluszek w necie jest od diabła i trochę, ale w każdym znajduję jakieś wady. W poniższych pieluszkach wykorzystałam wykrój, który znalazłam gdzieś, ale nie pamiętam za Chiny, gdzie, więc oddam honory autorowi, kiedy tylko go znajdę. Podoba mi się, bo jakoś nie lubię pieluszek ze skrzydełkami z frontu, wolę kształt klepsydry.
Obie uszyte są z flaneli, obie mają wkład z mikrofibry, obie są na troczki, które - czego nie zdążyłam stwierdzić na własnym dziecku - podobno dla noworodków i wczesnych niemowlaków są najlepsze. Wyszły jednak dość sztywne (troczki, nie pieluszki - tego nie napisałam, a potem za głowę się złapałam, bo można to różnie zrozumieć. Pieluszki są mięciutkie i milutkie), nie wiem, czy tak ma być, czy nie, ale nie leży mi to za bardzo.



sobota, 8 września 2012

Testów dzień pierwszy

Dzisiaj kolejny odcinek serialu "Czarna dupa" z silvercrestem w roli głównej; odcinek, mam nadzieję, ostatni.
W ostatnim odcinku zwykle jest tak, że zło zostaje ukarane, dobro nagrodzone, największy wróg okazuje się biologiczną matką pięknej bohaterki-sierotki, syn największego wroga szczęśliwie jest dzieckiem nieślubnym i ma jednak inną matkę, a czarny charakter rozumie swoje błędy i pała chęcią ich naprawienia.
Nie wiem, czy over pała czymkolwiek, niemniej należy mu się notka zamykająca - oby! - rozdział pełen nieporozumień i łez wściekłości, a otwierająca zgodną współpracę.
Pojechaliśmy wczoraj do Lidla po odbiór maszynerii. Maszynerię przywlókł z zaplecza miły pan, oddałam kwitek, pan wyjął z kartonu oryginalne pudło z overem w środku, a mąż trącił mnie łokciem, szepcząc konspiracyjnie, że chyba od poprzedniego overa było inne pudełko. Wiedzieliśmy, że maszyna ma być nowa, ale żeby aż tak...? ;)
Po powrocie do domu rozpakowaliśmy naszego nowego kolegę i pojawiła się kolejna, kosmetyczna, ale jednak - różnica. W tamtym nici dane fabrycznie miały cztery różne kolory, w tym wszystkie były białe. Druga różnica - na pokrętłach napięcia nici widać przy '1' nacięcia. Najpierw myślałam, że to pęknięcie, ale wszystkie pokrętła mają to samo w tym samym miejscu, więc teoria pęknięcia szczęśliwie upadła. Trzecia różnica wyszła przy szyciu - ten szyje jakby bardziej 'miękko', nieco ciszej i odgłos jest bardziej stłumiony, maszyna nie łomocze jak traktor, tak, jak ta poprzednia.
Ponieważ nici były splątane, musiałam obciąć je i przewlec od początku. Zrobiłam to z duszą na ramieniu, bo wiedziałam, że muszę wyzerować ustawienia naciągu i ustawić potem wszystko od początku. Ustawiłam i ku mojemu zdumieniu okazało się, że te liczby, które podane są w instrukcji, mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. I można?
Dzisiaj przestawiłam ścieg z czteronitkowego na trzynitkowy obrębiający - też z duszą na ramieniu. Wymontowałam lewą igłę, ustawiłam naciąg tak, jak w instrukcji - cud, proszę państwa, szyje bez zarzutu! Zero ciągnących się nici, niepotrzebnych pętelek, wszystko gra i buczy, aż trudno w to uwierzyć po tym, co zafundował mi exover.
Nie wiem, czy słusznie myślę, ale wydaje mi się, że nie tyle ten produkt w ogóle jest do bani, ile do bani była któraś konkretna partia tych maszyn. Nie wiem, czy mam rację, ale skoro ex okazał się badziewiem i nawet go nie naprawiano, a next śmiga jak złoto, to wydaje mi się, że nie jest to teoria pozbawiona podstaw.

No to tak - over, póki co, jest OK (a teraz pukamy paluszkami w niemalowane, raz raz!), ale znalazłam sobie inny problem: szycie overem po łuku. Obszywam prefolda i to, co znajduje się na jego rogach, woła o pomstę do nieba. Mam nadzieję, że istnieje inny sposób, niż obszywanie każdej krawędzi osobno. Istnieje, PRAWDA?? !
I szycie po łuku, to jest katastrofa. Jak widzę te ślicznie obszyte pieluszki, wkładki, podpaski wielo (do których, mimo że zamówiłam pierwszą rok temu, przekonałam się dopiero teraz, ale już na zawsze), to zżera mnie zazdrość i mam ochotę kopnąć coś lub kogoś. Jak to zrobić??? Jak????????

piątek, 7 września 2012

Posłuchajcie, zaczynamy.

Kiedy bajka się skończy, będziemy wiedzieli więcej, niż wiemy teraz, bo to był zły czarodziej.
Cytowałam z pamięci, więc nie jestem pewna, czy to tak leciało. Zaczynamy nową bajkę, która skończy się nie wiadomo, jak, czarodziej okazał się taki sobie - ale wróćmy do naszych baranów.
Barany wyglądają tak: dzisiaj zadzwoniła pani z Lidla i maszyna jest do odbioru.
Nowa.
Jeśli moja historia skończy się tak, jak Marchewkowej , to będę zadowolona.
Dam znać wieczorem, co i jak, a palce już mnie swędzą, już się zbieram do szycia :)


czwartek, 6 września 2012

Overlock - ciąg dalszy

Więc tak - pieniędzy na razie zwrócić nie mogą.
Silver jest już w serwisie i w przyszłym tygodniu będę miała informację na temat tego, jaki będzie ciąg dalszy tej uroczej historii, czy naprawią, czy dadzą nowy (tego akurat nie chcę), czy oddadzą pieniądze.
Porozkładane w całym pokoju materiały aż kwiczą, żeby szyć, a tu nic.
Uszyłam tylko dziecku majtki i skroiłam białą bluzeczkę, ale z jej szyciem poczekam do powrotu overa albo nabycia nowego. Od chwili odkrycia możliwości szycia szwem jednocześnie obrębiającym i podwójnie wzmocnionym nie bardzo chce mi się zszywać stebnówką i obrębiać, a obrębić trza, bo się draństwo, jak mówiła moja mama, siepi.



sobota, 1 września 2012

O overlocku jeszcze kilka słów

Ciąg dalszy nie tyle nastąpił, ile sprawa nieco zmieniła bieg. Pani w Lidlu odmówiła przyjęcia overlocka w trybie niezgodności towaru z umową (chociaż nie miała takiego prawa) i przyjęła maszynerię w trybie gwarancyjnym. Ten drugi sposób to wielka niewiadoma, bo ustawa nie określa czasu, w jakim ma być dokonana naprawa, w związku z czym może się to ciągnąć długo, dlatego małżonek naciskał na pierwszy wariant, ale pani nie była skłonna do zmiany zdania. Machnęliśmy ręką, zwłaszcza że kwestia niezgodności z umową nie jest zamknięta.

Długo zastanawiałam się, czy lepiej, żeby serwis podjął się naprawy, czy lepiej dać sobie spokój i wykłócać się o zwrot pieniędzy, a potem dołożyć drugie tyle i kupić coś porządnego. Z internetu dowiedziałam się, że sprawa overlocka silvercrest była rozpatrywana różnie, ale najczęściej kończyło się zwrotem gotówki (z wyjątkiem historii Marchewkowej , której, jak pisałam, zakończenia nie znam) - widać Lidl jest świadom jakości sprzedawanego overlocka :/ W końcu mąż, zirytowany moim jojczeniem, zadzwonił na infolinię do Lidla, gdzie pani spytała krótko i węzłowato, czy oczekuje naprawy, czy woli zwrot gotówki - zdecydowaliśmy, że jednak wolimy zwrot. Decyzja ma zapaść w ciągu siedmiu dni czyli w przyszłym tygodniu będę wiedziała, co dalej.
Muszę z przykrością przyznać, że się rozczarowałam. Szycie czegokolwiek w chwili, kiedy ustawienie ściegu trwa dwie godziny, a i tak nie jest to to, co powinno być, to nie jest szycie, tylko udręka. Gdyby tylko mój over tak się nie spisywał, to trudno, bywa, trafiło akurat na mnie, ale sprawa dotyczy dużej części tych maszyn. Szkoda, bo overlock to dość kosztowny zakup: pięćset złotych jeszcze można wysupłać, ale tysiąc pięćset to już inna para kaloszy. Naprawdę szkoda, bo mogło być fajnie i wygodnie, a tak - tylko nerwy i - w finale - rozstanie.