sobota, 1 września 2012

O overlocku jeszcze kilka słów

Ciąg dalszy nie tyle nastąpił, ile sprawa nieco zmieniła bieg. Pani w Lidlu odmówiła przyjęcia overlocka w trybie niezgodności towaru z umową (chociaż nie miała takiego prawa) i przyjęła maszynerię w trybie gwarancyjnym. Ten drugi sposób to wielka niewiadoma, bo ustawa nie określa czasu, w jakim ma być dokonana naprawa, w związku z czym może się to ciągnąć długo, dlatego małżonek naciskał na pierwszy wariant, ale pani nie była skłonna do zmiany zdania. Machnęliśmy ręką, zwłaszcza że kwestia niezgodności z umową nie jest zamknięta.

Długo zastanawiałam się, czy lepiej, żeby serwis podjął się naprawy, czy lepiej dać sobie spokój i wykłócać się o zwrot pieniędzy, a potem dołożyć drugie tyle i kupić coś porządnego. Z internetu dowiedziałam się, że sprawa overlocka silvercrest była rozpatrywana różnie, ale najczęściej kończyło się zwrotem gotówki (z wyjątkiem historii Marchewkowej , której, jak pisałam, zakończenia nie znam) - widać Lidl jest świadom jakości sprzedawanego overlocka :/ W końcu mąż, zirytowany moim jojczeniem, zadzwonił na infolinię do Lidla, gdzie pani spytała krótko i węzłowato, czy oczekuje naprawy, czy woli zwrot gotówki - zdecydowaliśmy, że jednak wolimy zwrot. Decyzja ma zapaść w ciągu siedmiu dni czyli w przyszłym tygodniu będę wiedziała, co dalej.
Muszę z przykrością przyznać, że się rozczarowałam. Szycie czegokolwiek w chwili, kiedy ustawienie ściegu trwa dwie godziny, a i tak nie jest to to, co powinno być, to nie jest szycie, tylko udręka. Gdyby tylko mój over tak się nie spisywał, to trudno, bywa, trafiło akurat na mnie, ale sprawa dotyczy dużej części tych maszyn. Szkoda, bo overlock to dość kosztowny zakup: pięćset złotych jeszcze można wysupłać, ale tysiąc pięćset to już inna para kaloszy. Naprawdę szkoda, bo mogło być fajnie i wygodnie, a tak - tylko nerwy i - w finale - rozstanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz