sobota, 8 września 2012

Testów dzień pierwszy

Dzisiaj kolejny odcinek serialu "Czarna dupa" z silvercrestem w roli głównej; odcinek, mam nadzieję, ostatni.
W ostatnim odcinku zwykle jest tak, że zło zostaje ukarane, dobro nagrodzone, największy wróg okazuje się biologiczną matką pięknej bohaterki-sierotki, syn największego wroga szczęśliwie jest dzieckiem nieślubnym i ma jednak inną matkę, a czarny charakter rozumie swoje błędy i pała chęcią ich naprawienia.
Nie wiem, czy over pała czymkolwiek, niemniej należy mu się notka zamykająca - oby! - rozdział pełen nieporozumień i łez wściekłości, a otwierająca zgodną współpracę.
Pojechaliśmy wczoraj do Lidla po odbiór maszynerii. Maszynerię przywlókł z zaplecza miły pan, oddałam kwitek, pan wyjął z kartonu oryginalne pudło z overem w środku, a mąż trącił mnie łokciem, szepcząc konspiracyjnie, że chyba od poprzedniego overa było inne pudełko. Wiedzieliśmy, że maszyna ma być nowa, ale żeby aż tak...? ;)
Po powrocie do domu rozpakowaliśmy naszego nowego kolegę i pojawiła się kolejna, kosmetyczna, ale jednak - różnica. W tamtym nici dane fabrycznie miały cztery różne kolory, w tym wszystkie były białe. Druga różnica - na pokrętłach napięcia nici widać przy '1' nacięcia. Najpierw myślałam, że to pęknięcie, ale wszystkie pokrętła mają to samo w tym samym miejscu, więc teoria pęknięcia szczęśliwie upadła. Trzecia różnica wyszła przy szyciu - ten szyje jakby bardziej 'miękko', nieco ciszej i odgłos jest bardziej stłumiony, maszyna nie łomocze jak traktor, tak, jak ta poprzednia.
Ponieważ nici były splątane, musiałam obciąć je i przewlec od początku. Zrobiłam to z duszą na ramieniu, bo wiedziałam, że muszę wyzerować ustawienia naciągu i ustawić potem wszystko od początku. Ustawiłam i ku mojemu zdumieniu okazało się, że te liczby, które podane są w instrukcji, mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. I można?
Dzisiaj przestawiłam ścieg z czteronitkowego na trzynitkowy obrębiający - też z duszą na ramieniu. Wymontowałam lewą igłę, ustawiłam naciąg tak, jak w instrukcji - cud, proszę państwa, szyje bez zarzutu! Zero ciągnących się nici, niepotrzebnych pętelek, wszystko gra i buczy, aż trudno w to uwierzyć po tym, co zafundował mi exover.
Nie wiem, czy słusznie myślę, ale wydaje mi się, że nie tyle ten produkt w ogóle jest do bani, ile do bani była któraś konkretna partia tych maszyn. Nie wiem, czy mam rację, ale skoro ex okazał się badziewiem i nawet go nie naprawiano, a next śmiga jak złoto, to wydaje mi się, że nie jest to teoria pozbawiona podstaw.

No to tak - over, póki co, jest OK (a teraz pukamy paluszkami w niemalowane, raz raz!), ale znalazłam sobie inny problem: szycie overem po łuku. Obszywam prefolda i to, co znajduje się na jego rogach, woła o pomstę do nieba. Mam nadzieję, że istnieje inny sposób, niż obszywanie każdej krawędzi osobno. Istnieje, PRAWDA?? !
I szycie po łuku, to jest katastrofa. Jak widzę te ślicznie obszyte pieluszki, wkładki, podpaski wielo (do których, mimo że zamówiłam pierwszą rok temu, przekonałam się dopiero teraz, ale już na zawsze), to zżera mnie zazdrość i mam ochotę kopnąć coś lub kogoś. Jak to zrobić??? Jak????????

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz