poniedziałek, 22 października 2012

Overlock z Lidla, akt - miejmy nadzieję - ostatni

Nowy overlock z Lidla okazał się być - niestety - takim samym badziewiem, jak poprzednik, tylko nie wyszło to od razu.
Jakiś tydzień temu przy przestawianiu ze ściegu rolującego na zwykły okazało się, że owszem, ten dynks do przestawiania się przestawił, ale sam ścieg już nie, rolował dalej, tyle że jakby bardziej płytko i wyrywkowo. Następnie, przy zmianie ściegu na czteronitkowy zbiesił się i zaczął zrywać nitkę lewej igły. Nawlokłam wszystkie nici od początku i przestał zrywać, ale nastąpiło to, co już znamy z listy dokonań poprzedniego egzemplarza, czyli rozbieżność ustawień naciągu i efektem pracy.
Mam dość. Jutro over wyjeżdża z mojego domu, a jeśli ktokolwiek spróbuje mnie namówić na naprawę gwarancyjną, zacznę krzyczeć. Nie chcę mieć z AGD z Lidla nic wspólnego, żądam zwrotu pieniędzy i do widzenia.
Nigdy więcej niskobudżetowych rozwiązań technicznych. Zasadzałam się na coverlocka Merrylock (tak się chyba zwał), ale mam obawy, że jego również można zakwalifikować do rozwiązań niskobudżetowych; zapewne skończy się na tym, od czego powinno się zacząć, czyli od Janome czy Brothera.
Jestem przygnębiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz