piątek, 2 listopada 2012

Stefan

Przestałam chorować i zaczęłam szyć.
Zaczęłam od kotka.
Z kotami tak jest, że imiona, jakie otrzymują od właścicieli, nie zawsze są kompatybilne z płcią.
Tym razem też tak jest - oto kotka o imieniu Stefan.
Jest welurowa, różowa, mięciutka, ma tu i ówdzie kwiatki, uśmiecha się po kociemu i ma lekkiego zeza.



Z czysto technicznych spraw zanotuję dwie:
-wypełnienie z waty silikonowej (tak to się chyba zwie) jest świetne - miękkie, układa się doskonale i sama sobie gratuluję, że kupiłam tego sporą torbę;
-jak się naszywa miękkie kwiatki metodą free motion quilting na równie miękki welur, dobrze jest podłożyć choćby fizelinę czy cokolwiek usztywniającego. Nie miałam pojęcia, dlaczego górna nitka szaleje, ale uspokoiła się po podłożeniu fizeliny właśnie.
Welur jest najbardziej niewdzięcznym materiałem, z jakim miałam do czynienia, i nie lubię go. Pewnie trafię na parę bardziej niewdzięcznych, ale, póki co, welur bawełniany wiedzie prym w nielubioności.

Jeśli chodzi o overa z Lidla, sprawa na razie nie została rozwiązana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz