środa, 25 grudnia 2013

Zdrowych i wesołych :)

Z minimalnym poślizgiem, ale jednak :)


PS. Pamiętajcie o konkursie na FB - trwa jeszcze chwilkę, do 27 grudnia do północy!

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Tu będę - Józef Tkaczuk (kto pamięta, ręka w górę!!!) - Świąteczna Fabryka Wzorów

W niedzielę, między 11 a 18 będę tu, o:




Może wreszcie uda mi się zadebiutować w świecie realnym, bo w nierealnym jestem obecna od prawie roku.
Na stronie wydarzenia na FB czyli TU można podejrzeć, kto będzie i co będzie można obejrzeć i kupić.
Zapraszam serdecznie!

piątek, 15 listopada 2013

Spodnie wcholewkowe

Chodzi o to, żeby nie wpaść w błoto - to tak w dużym uproszczeniu. Spodnie wcholewkowe powstały po to, żeby uniknąć męki upychania nogawek w kozakach/oficerkach/śniegowcach/kaloszach. Wejść toto nie chce, a jak weszło, to szybko wychodzi, spodnie lądują na wierzchu, brudzą się i tak dalej.
Kukardki są nieobowiązkowe, rzecz jasna, ale cieszą oko. Przynajmniej moje.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Morelka i co z tego wynikło

Pokochawszy len dość szybko rozszerzyłam listę obiektów do kochania o farbowany len, a właściwie o farbowanie tkanin i dzianin. Pierwsze próby mam za sobą, przeprowadzone na dzianinie bawełnianej - częściowo zadowalające. Częściowo: bo z lenistwa nie mieszałam gotujących się sztuk (farbowałam ręcznie, w garze, na malutkim ogniu, co wymaga - jednak! - niemal bezustannego mieszania), podskakiwałam tylko co jakiś czas do kuchni i majtałam w garze łyżką. Sporadyczne majtanie skończyło się tym, że na bluzkach zrobiły się paskudne zacieki i dziecko zyskało dwie koszulki do spania, bo do ludzi w tym wyjść nie pozwolę.
Potem przyszła kolej na farbowanie w pralce. Można i tak, przynajmniej nie trzeba mieszać, acz utrata kilkudziesięciu litrów wody po to, żeby zmienić kolor jednej pary lnianych gaci i jednej bawełnianej dziecięcej koszulki, nie jest fajna. Fajny za to był efekt, farba khaki rozłożyła się równiutko na jednym i na drugim, tyle że len okazał się żerty i pożarł prawie całą farbę - albo bawełna okazała się mniej przystępna, można też na to spojrzeć i tak. W każdym razie koszulka z dzianiny bawełnianej jest khaką bladą, natomiast lniane portki khaką bardzo niebladą (zdjęcie porównawcze wstawię przy sprzyjających wiatrach, tzn. jak zmienię nici w overlocku i skończę portki. Spodnie farbowały się w stanie niewykończonym, ponieważ nie wiedziałam, jak gumka zareaguje na półtorej godziny wirowania w wysokiej temperaturze. Zyskałam dzięki temu jeszcze jedno doświadczenie - len niewykończony wystrzępił się niemal do zera, trzeba było przycinać i kombinować).
A teraz historia obiecanej morelki.
Zakupiłam farbkę taką oto:
Morelka wygląda słodziuchno, delikatnie, normalnie lodzio miodzio. Licząc na to, że efekt na tkaninie będzie zbliżony, uszyłam sukienkę używając białych nici i wrzuciłam do gara celem ufarbowania. Do gara wrzuciłam też próbki kontrolne - próbkę nr 1 czyli losowo dobrany kawałek tiulu (z ciekawości, czy chwyci i jaki będzie efekt) i próbkę nr 2 - kawałek białej bawełny. Mieszałam cierpliwie, w połowie gotowania dodałam soli, zakończywszy gotowanie wlałam ocet, zamieszałam i zostawiłam do ostygnięcia.
To, co widziałam w garze mieszając, już nie napawało optymizmem w kwestii słodziutkiej-delikatnej-lodzio miodzio morelki. Sukienka zrobiła się kasztanowo-brązowa. Kawałek kontrolny nr 1 pozwolę sobie pominąć milczeniem, bo z tiulu kremowego zrobiło się coś, co wyglądało jak bardzo niesmaczna zupa z zielonego groszku, natomiast kawałek nr 2 wyszedł taki:
Jeśli ktoś widzi na środku szarawe zacieki, śpieszę uspokoić - nie są to złudzenia, tylko efekt mojego niedopatrzenia.

Natomiast sukienka z lnu wyszła ciemnobrązowa. Myślałam, że czeka mnie apopleksja, a do tego okazało się, że nie idzie draństwa wypłukać. Nie idzie i już. Próbowałam ze dwadzieścia razy, za każdym razem woda robiła się - uwaga! - fioletowa (być może ma to jakieś uzasadnienie chemiczne, ale ja go nie znam). Pomogło dopiero wrzucenie do pralki celem wypłukania i odwirowania. Pralka poradziła sobie bardzo dobrze, lepiej, niż ja, i ciemnobrązowa sukienka zrobiła się taka:


Delikatna i tak dalej morelka na pewno to nie jest. Sukienka jest ryża, ryża jak Marusia z 'Czterech pancernych'. Na zdjęciu jest trochę chłodniejsza, ale obrabianie zdjęć ze słońcem, które świeci prosto w twarz i nawet w monitor, który jest ustawiony tyłem, nie jest proste.
Kolor nie jest brzydki, nie mogę tego powiedzieć, ale szyłam białą nicią oczekując delikatnej i tak dalej. Ryże nici do głowy mi nie przyszły, zresztą nawet nie mam takich. W rezultacie mam sukienkę w kolorze koafiury 'Ogonioka' i szytą białymi nićmi. I jestem trochę zła.

Podsumowanie:
-ostrożnie z wiarą w kolor na opakowaniu. Popiel wyszedł jak popiel (BTW prałam farbowaną na popiel koszulkę w pralce, kolor niewiele się zmienił i nie zaszkodził innym ubraniom), khaki jak khaki, a morelka jak Marusia. Dwa razy wyszło, raz nie wyszło - lepiej sprawdzić, zanim się wrzuci do farbowania ukochane spodnie;
-pralka po farbowaniu nie umarła, ale dla bezpieczeństwa następne w kolejności po farbowaniu były szmaty, którym urody już nic nie odejmie. Jednak perspektywa dużego zużycia wody jest zniechęcająca;
ale
-farbowanie lnu w pralce jest wygodniejsze (głównie ze względu na płukanie). Trzeba pamiętać jednak o kilku sprawach - o wsypaniu soli do pojemniczka na proszek (sól utrwala), o wlaniu octu do pojemniczka na płyn do płukania (ocet też utrwala, nie wiem, które bardziej) i o wlewaniu farby bezpośrednio do bębna;
-trzeba pamiętać też o tym, że len się niemiłosiernie strzępi. Nie-mi-ło-sier-nie. Pralka zmęczyła go tak, że wyciągnęłam prawie same nitki zamiast paska, który miał być w talii. Wniosek - należy odrysować wykrój, wyciąć CAŁY kawał materiału i go obrobić, a dopiero potem wrzucać do pralki. Krojenie i szycie lepiej zostawić na czas po farbowaniu, bo i wystrzępienia się uniknie, i wiadomo, jaki kolor wyjdzie, więc można dobrać nici do efektu, i ewentualne skurczenie się materiału pod wpływem ciepła nie zaszkodzi;
-zapomniałam o jednym - przed farbowaniem dobrze jest rzecz namoczyć w roztworze sody.

Chyba na razie odpuszczę farbowanie lnu, chyba że będę miała niedosyt mocnych przeżyć.

piątek, 18 października 2013

fotostory

Zanim przejdę do sedna, wspomnę "Bravo" (nie wiem, czy już świętej pamięci, czy jeszcze nie, bo wypadło z kręgu moich zainteresowań jakieś dwieście lat temu) - tam zawsze były fotostory o miłości: głębia, piękno, gracja i wdzięk. Szał, jednym słowem.
Moja fotostory nie jest taka szałowa i totalnie bez głębi.
Inspiracja -wydarzenia sprzed dwóch godzin.



Co za nietakt....

niedziela, 13 października 2013

To elementarne, mój drogi Watsonie...

...że jesień jest piękna, polska i złota (chyba niczego nie przeoczyłam...?).
Watson pojawia się tu nie bez powodu, może ktoś zgadnie :)







poniedziałek, 7 października 2013

Park maszynowy - część 1, braterska

Trudno część pierwszą nazwać inaczej, skoro część aktualnego parku maszynowego wygląda tak:


Zdjęcie jeszcze sprzed przemeblowania, teraz nie stoją jedna za drugą (w razie potrzeby maszyna z planu pierwszego lądowała na bocznym torze.
Z przodu, ten mniej wyraźny, to pokazywany już overlock - Brother 1034d. Kupiłam go po przebojach z silvercrestem, które trwały długo i które opisałam na blogu dość dokładnie. Twarda sztuka z niego, mam go niecały rok, póki co, nie zbiesił się i daje radę, a nie szyję przecież tylko okazyjnie. Pilnuję zmiany igieł z nietypową dla mnie regularnością i solidnością; ostatnio okazało się, że nadpsuta igła może nieźle przestraszyć - górny chwytacz jakby odmówił współpracy ("Marian! On jest jakby bez spodni!" - przepraszam, musiałam....), albo nie było naciągu, albo zrywał nitkę. Nawlekłam wszystko jeszcze raz od początku - to samo. Nawlekłam jeszcze raz, do tego zmieniłam igły - pięknie działa. Okazało się, że nawet leciuteńko skrzywiona igła może dokonać takich spustoszeń.
Druga maszyna, która w mojej stajni gości tymczasowo, to opisywana wcześniej stebnówka i hafciarka w jednym, Brother NV955.
Miałam podać moje wrażenia w trzech porcjach i tak będzie (muszę tylko zorganizować sobie flizelinę bezklejową i nici do haftu, bo zwykłe poliestrowe coś nie bardzo współpracują, chyba są za grube), ale muszę dodać załącznik do testu numer 1 czyli jak się sprawuje Brother NV955 jako stebnówka.
Używam jej od jakiegoś czasu do drobnych, acz koniecznych prac, do podszycia czegoś, do przyszycia metki, do zabezpieczenia szwów overlocka (są inne sposoby, ale ten wydaje mi się jednak najsolidniejszy), do mnóstwa innych rzeczy, których ani overlock, ani renderka (której poświęcę osobną notkę, bo ta łajza doprowadziła mnie do rozstroju nerwowego - nie, nie zepsuła się, nic jej nie dolega, ale to trudny partner) nie są w stanie wykonać. Muszę powiedzieć, że w takim codziennym użytkowaniu, tyle, ile zwykle ze stebnówki korzystam, sprawdza się bardzo dobrze. Muszę także sprostować kwestię biegu wstecznego - otóż da się szyć zygzakiem do tyłu, tylko trzeba wybrać odpowiedni szew. Obcinanie nici - OK. Nawlekanie nici - rewelacja, idzie piorunem. Nadal nie wciąga materiału, nie ma też problemu z szyciem wstecz (to naprawdę może być duuuży problem). Nici elastyczne też nie przeszkadzają.
Podsumowując kwestie poruszone w załączniku - może dla kogoś to duperele, ale ja potrzebuję maszyny szybko działającej, nieawaryjnej, która wykonuje swoje zadania szybko i sprawnie, bez grymaszenia, że nici złe, że stopka nie pasuje, że pogoda się popsuła. Póki co, Brother NV955 swoje zadanie spełnia.
howgh!

wtorek, 1 października 2013

Gwiazda i 'Podaj dalej'

Dwie sprawy będą:
1.oto tunika. Dzianina grubiutka, mięciutka, przyjemniutka i cieplutka. Dziecko miało być modelem li i jedynie, ale nie chce tuniki zdjąć.
[Chciałam zwrócić uwagę, że dziecko ma nowe okulary, w których wygląda doroślej, a nie jak karykatura Pottera.]

2.Zdjęcie numer dwa, też z moim dzieckiem w roli głównej:
Zdjęcie jakości takiej se, bo z komórki, ale chciałam zwrócić uwagę na sweterek - twórczyni kryje się pod marką "Podaj dalej" i z jednych rzeczy robi całkiem nowe rzeczy dla dzieci: moja córka ma od niej piękny sweter, powstają też spodenki, czapeczki, rękawiczki i inne cudeńka. Najfajniejsze jest to, że różne elementy odzieży (głównie swetry), zyskują drugie życie, wchodzą w obieg drugi raz. Świetna sprawa.

wtorek, 24 września 2013

Tkaniny (i jedna dzianina)

Ponieważ zapanował dzianinowy szał (czyli kto żyw, ma maszynę i odrobinę zdolności manualnych, łapie się za szycie dziecięcych ubrań z dzianin właśnie), wyłamuję się.
Dzianiny zapewne pójdą w kąt, może powstaną jeszcze grubsze spodenki czy bluzy, może na wiosnę postaram się zużyć wszystko, co mi zalega na półkach, ale chyba czas na coś innego.
Inne wygląda tak:

Najpierw powstała sukienka, a z tego, co pozostało po sukience, powstała spódniczka (bo tylko na tyle wystarczyło).
Sukienka jest na 92-98 cm, wiązana z tyłu na wstążkę.
Spódniczka jest na pannicę, która ma najdalej 45 cm w pasie, co tabele rozmiarów przekładają na jakieś 9 miesięcy.

Ale żeby nie było tak całkiem bez dzianin, to pokażę sukienkę w podobnym rozmiarze, co ta powyżej:


poniedziałek, 23 września 2013

Jeszcze różniejsze rzeczy

Spodnie i spodnie oraz spodnie, poza tym piżamka.







Szwarc, mydło i powidło, można rzec. Skutki kolejnego remanentu i kolejnego eksperymentu.

środa, 18 września 2013

Różne rzeczy

Zaczyna mnie ciągnąć do tkanin, zdecydowanie:

Koszulka jest mała, może nie malutka, ale na obywatela 86 cm najdalej (dla mnie to maleństwo).

Na jeszcze mniejszego obywatela śpiworek z metalowymi springami u dekoltu.

I standardy, dwa muchomorki:


wtorek, 17 września 2013

Pierwsze koty za płoty (czyli maszyno-hafciarka Brother NV955 - pierwsze wrażenia)

Pierwszy kot wygląda tak:
Zdjęcie pochodzi ze strony sklepu EMB Systems, maszyna, którą mam przyjemność sprawdzać, dręczyć i testować, pochodzi z tego samego sklepu (pisałam o nim kiedyś kiedyś, przy okazji overlocka Brothera).

Maszyna powyżej jest komputerowo sterowaną maszyno-hafciarką. Można ją potraktować jak zwykłą (no, powiedzmy, że zwykłą) stebnówkę, można - po doczepieniu odpowiedniego tamborka, który jest w zestawie - używać jej jako hafciarki.
Dręczenie i sprawdzanie postanowiłam podzielić na trzy etapy: wykorzystać maszynerię jako stebnówkę prostą, następnie wykorzystać i sprawdzić rozmaite bajeranckie ściegi, a na deser sprawdzić, jak się sprawuje jako hafciarka. Tym byłam ciekawsza, że wszystkie moje maszyny są mechaniczne i dość proste, od starego Łucznika 468 począwszy - nigdy nie miałam do czynienia z maszyną elektroniczną, jestem zadeklarowanym fanatykiem maszyn ciężkich, mechanicznych i prostych, więc ta mnie bardzo ciekawi.

Etap pierwszy mam już za sobą. Oczywiście przebierałam nóżkami, żeby dobrać się do nowego sprzętu, więc po uporaniu się z częścią obowiązkową (trzy pary bawełnianych portek) zabrałam się za szycie egzemplarza testowego. Ambitnie postanowiłam przypomnieć sobie, jak to było, kiedy nie miałam overlocka ani renderki, i uszyłam dziecku bluzkę używając wyłącznie Brothera - do wszystkiego.

"Gdzie pedał???!"
To pytanie wyrzuciłam z siebie, gdy zorientowałam się, że czegoś mi brakuje. Szok cywilizacyjny. Maszyna jest z tych, co mają dwie opcje odpalania szycia/haftu - albo guziczkiem, albo pedałem. Przy haftowaniu jest to oczywista oczywistość, ale przy szyciu nie potrafiłam się przemóc. Spróbuję następnym razem, przy pierwszej próbie stwierdziłam, że skupię się na bajerach maszyny, a nie na pilnowaniu, żeby odpalić/wyłączyć guziczek w odpowiednim momencie (pewnym ułatwieniem może tu być regulacja prędkości, ale z nią na razie też wolałam nie eksperymentować).

Guziczek i inne proste, a konieczne sprawy


Guziczek nie tylko włącza i wyłącza, działa też niczym sygnalizator - zielone: możesz szyć, czerwone - lepiej sprawdź, czy wszystko jest OK, na przykład czy opuściłaś stopkę, GAPO! (ta gapa to ja)
Przydatne jest też to, co coraz częściej można spotkać w różnych maszyneriach - instrukcję obrazkową do różnych podstawowych czynności. Oczywiście w którymś momencie rysuneczki są doskonale zbędne, ale przydają się na początku na pewno.

Szyjemy
Ofiarą eksperymentu stała się tunika batystowa mojego dziecka - fragmenty batystu widać na zdjęciach wyżej.
Pierwsza rzecz, którą musiałam zrobić, to wymiana igły. Wymienia się dość prosto, ale byłoby prościej i wygodniej, gdyby nie trzeba było do tego używać dodatkowych narzędzi. Wymiana stopek za to jest banalna, bo zastosowany jest system zatrzaskowy, więc trwa to dwie sekundy.
Kiedy już usiadłam do szycia, natychmiast spostrzegłam dwie rzeczy, dla mnie bardzo istotne: po pierwsze maszyna chodzi cichuteńko, naprawdę bardzo cicho, aż przyjemnie posłuchać. Po drugie nie wciąga materiału. Dla mnie - po setkach urwanych końcówek materiałów, które moje stebnówki radośnie wciągały do środka - było to epokowe odkrycie. Czy rozpoczynałam szycie milimetr przed materiałem, na początku czy kawałek dalej, bardzo blisko brzegu, niezbyt blisko - maszyna bez problemu zaczynała szyć.
Kolejna sprawa to ścieg wsteczny - można go zastosować tylko wtedy, kiedy szyjemy szwem prostym; przy szwie zygzakowym nie działa. Jest to trochę męczące, bo trzeba maszynę przełączyć na ścieg prosty, ale też można rozwiązać problem w inny sposób - odwracając materiał i szyjąc z drugiej strony.
Maszyna ma wbudowane nożyczki - pykam guziczkiem, maszyna sama obcina nitki, a ja nie muszę niczym się stresować.
Pozycjonowanie igły - niby kolejny bajer, ale bardzo pożyteczny. Można ustawić maszynę tak, że kończy szycie z igłą podniesioną lub opuszczoną, można podnosić i opuszczać igłę przyciskiem, a nie kręceniem kołem.
Tunikę batystową mojego dziecka uszyłam, jako się rzekło, calutką wyłącznie na maszynie Brothera. Przyznam, że jestem rozbestwiona overlockiem i renderką, więc na początku tempo pracy Brothera wydawało mi się ślimacze, ale po kilku minutach przyzwyczaiłam się. Brotherem zszyłam wszystkie części, obrobiłam i podłożyłam - bez większego problemu.
Efekt taki:

Tunika zapina się z tyłu na guziczek, jest prosta, cienka i wygląda całkiem nieźle :)

Reasumując - jako stebnówka Brother NV955 sprawdziła się dobrze. Trudno mi się do czegokolwiek przyczepić, podstawowe, najbardziej niezbędne funkcje działają jak należy.
Testy potrwają jeszcze jakiś czas, może moje spostrzeżenia się zmienią, może dostrzegę coś jeszcze, może nie - póki co, Brother NV955 w wersji stebnówki jest w porządku.

środa, 4 września 2013

Na ciepło

Trochę się trzeba "przygrzać", jak mówi moja córka ("Mamo, przygrzej mnie" nie oznacza lutnięcia w papę, tylko zapewnienie komfortu termicznego).
Czapeczki, komineczki, spodeneczki - wszystko cieplusie ;)







aleale
Zaplątało się coś lżejszego:


wtorek, 27 sierpnia 2013

Misz-masz

Trzy pary grubszych spodenek (jesiennie grubszych, nie zimowo) i sukienka.



Sukienka tylko pozornie wygląda na brudny róż czy też smutny róż - lampa błyskowa okazała się być nadal nienaładowana, zapomniało mi się...

wtorek, 20 sierpnia 2013