środa, 30 stycznia 2013

Dla cudzych dzieci ;)

Popełniłam to i owo.
[Post edytowany]
Śpiworek uważam za rzecz bardzo fajną i przydatną. Łatwiej pieluchę zmienić, manewrując od dołu, zamiast rozbierać dziecko ze śpiochów, bodziaków itd.
Fajna byłaby koszula nocna tego rodzaju - dla dorosłych :)



niedziela, 27 stycznia 2013

Letnie szaleństwo w środku zimy

Mam dość produkowania bluz, grubych spodni i czapek, więc na złość pogodzie i porze roku uszyłam drugi komplet hawajski:



Dziecko nie bardzo chciało zdjąć komplet, biegało po domu i śpiewało: "Tato, już lato", ale komplet przeznaczyłam na aukcję pomocy dzieciom na forum chustowym - jeśli nie pójdzie, to dziecko będzie miało kolejny ciuszek.
Z uszyciem bazy nie ma wielkiego problemu, szyje się raz dwa (wykroje są banalne), ale doszywanie ściągaczy jest jednak dość mozolne, marszczenie spódniczki też (po raz kolejny westchnęłam tęsknie za stopką do marszczenia). Dziecko w poprzednim sezonie zadawało szyku w podobnym komplecie, sprawdził się, więc niech idzie w świat :)

sobota, 26 stycznia 2013

Jaka matka, taka córka czyli Torebka morska mojej córeczki

Dziecko też chce mieć torebkę, a co. Fijoł matki najwyraźniej jest zaraźliwy.



Torebka ze sztruksu, niewielka, bo A4 mniej więcej, z aplikacjami wykorzystującymi materiał akwariowy użyty jako podszewka. 
Aplikacje naszywało się źle.
Zamka nie ma, ale klapa pełni funkcję zamykadła, dość dobrze się trzyma. 
Ramię wiązane, mam nadzieję, że nie będzie za krótkie, bo modelka i właścicielka w żłobku i nie miałam jak sprawdzić, a chciałam, żeby torebka była gotowa, zanim młoda dama wróci do domu. 

Maszynowa story


Ponieważ przez moje ręce przez ostatnie lata przewinęło się sporo maszyn, czuję podskórnie, że chyba powinnam jakoś zebrać wszystkie informacje, zwłaszcza że ostatnio było sporo zmian.
O overlockach pisałam już chyba wystarczająco dużo, powiem tylko, że Brother sprawuje się nadal wyśmienicie, szyje szybko, dość cicho, jest bardzo prosty w regulacji, co po jazdach z Silvercrestem jest dla mnie szczególnie istotne.
Pora na maszyny klasyczne.
Pierwszy był, oczywiście, nieśmiertelny, wieczny i cholernie ciężki Łucznik 436 chyba (czwórki na początku jestem pewna, dalszego ciągu nie). Szyła na nim mama, zdobyła go gdzieś i kiedyś, i triumfalnie przywlokła do domu. Ciężki był, a właściwie jest, bo wciąż go mam, potężny, z silnikiem na wierzchu, uwieszonym z tyłu, o wdzięcznej nazwie TUR. Tur dawał radę ze wszystkim, ale ulegał powolnej dezintegracji i deregulacji, ale - nie mam pojęcia, dlaczego - nikt nigdy go nie przeglądał i nie regulował, oprócz standardowego powierzchownego czyszczenia. (O rany, znalazłam infomację, że ten model Łucznika był produkowany w 1968 roku...)
Kiedy sama zaczęłam szyć (jakieś duperele), stwierdziłam, że staruszek chyba długo nie pociągnie, i kupiliśmy nową maszynę - kolejnego Łucznika, tym razem Annę 2000. Kupiliśmy ją w 2005 roku, roku produkcji Anny nie doszliśmy, ale - co za bystrość! - doszliśmy do wniosku, że chyba to był rok 2000 :) Za dobrze to ona nie szyła, bo w którymś momencie zaczęła przepuszczać ściegi i generalnie zachowywać się nieprzystojnie. Po dwóch czy trzech latach stanęło na nowej maszynie, JUKI HZL35Z, pierwszej mojej maszynie z chwytaczem rotacyjnym.
(Zdjęcie ze strony sklepy24.pl)
 Natychmiast doceniłam łatwość zmiany bębenka z dolną nicią, sporo różnych ściegów, w tym overlockowy (nie wiedziałam jeszcze, że z prawdziwym overem to ma on niewiele wspólnego), kilka ściegów ozdobnych i inne. Juki szyła ładnie, cicho i sprawnie, jednak coś się zaczęło partolić - nie radziła sobie z przesuwaniem materiału, jeśli tylko był z gatunku trudniejszych (śliski na przykład) albo grubiej złożony. Na początku szycia wciągała materiał do środka albo po prostu igła stała w miejscu. Zmieniałam nici, igły, ściegi - ciągle to samo. Zaradziła temu, do pewnego stopnia, stopka z rolką do trudnych materiałów, ale nie zawsze mogę da się ją zastosować.
Szlag mnie trafił, bo zaczęłam zajmować się szyciem na serio i potrzebuję maszyny niefanaberyjnej, bez różnych ściegów ozdobnych i innych, tylko z prostym i zygzakiem, za to takiej, która jak łupnie igłą, to łyknie cztery warstwy sztywnego i grubego jeansu jak masło. Zaczęłam się przymierzać do kupna stebnówki przemysłowej, choćby i używanej.
I co?
I okazało się, że chyba już mam taką maszynę, co łyknie i co ładnie będzie szyła.
Oto ona:
Anna 2000 :)

(zdjęcie własne)
Owszem, łomocze co nieco. Owszem, ma stary system mocowania stopek, ale okazało się, że można kupić przejściówkę taką, aby można było mocować stopki w systemie MATIC, na zatrzask. Owszem, nie ma pięćdziesięciu różnych ściegów. Owszem, przepuszczała.
Stwierdziłam, że skoro mam starego Łucznika, to może go wyreguluję, naprostuję i pójdzie. Okazało się, że może i by poszedł, gdyby był kabel - jakby nie spojrzeć, to maszyna lepiej działa na prąd ;) Na Annę machnęłam ręką, nie będę próbować i już. Mąż mnie namówił, a spróbuj, a co ci szkodzi. Nie szkodziło mi w zasadzie nic, więc spróbowałam.
Przedwczoraj usiadłam przy niej, wyregulowałam naciąg nici w bębenku (musi być taki, żeby nitka po lekkim potrząśnięciu spływała w dół 5-10 cm), założyłam go PRAWIDŁOWO, wyczyściłam, zamontowałam odpowiednie igły i co? I poszło! Mam wrażenie, że w porównaniu z Juki czy z Bernette 50 (pożyczyłam od koleżanki na chwilę) wali mocniej i łatwiej jej wyciągnąć nitkę. Nie wiem, od czego to zależy, bo moc silnika wszystkie mają zbliżoną, Łucznik nawet nieco mniejszą, bo 85 W. Może Anna jest jeszcze bardziej starym, niż nowym Łucznikiem. Doczytałam się, że Łucznik ogłosił upadłość w 2006 roku i wtedy podobnież przeniesiono całkowicie produkcję na Daleki Wschód, zresztą moja Ania ma napisane na tablicy znamionowej, że wyprodukowana została w Polsce. Co prawda niektóre modele wcześniej też były produkowane w Chinach, ale może Annę to szczęście ominęło.
Serdecznie sobie życzę, żeby Anna 2000 popracowała co najmniej 2000 dni :)

Uszyj jasia

Ponieważ mam w swoich zapasach trochę tkanin pościelowych i ponieważ leżałam z moją córką w szpitalu, i byłyśmy obie użytkowniczkami szpitalnej pościeli pamiętającej chyba PRL, postanowiłam wziąć udział w akcji


O akcji można dowiedzieć się więcej na blogu EkoUbranka . W skrócie - trzeba uszyć poszewkę na jasiek w określonych rozmiarach (na blogu EkoUbranka są adresy szpitali aktualnie potrzebujących poszewek, a przy każdym podane są rozmiary poszewki). 
Na razie uszyłam jedną, w pośpiechu, dzisiaj siadam do kolejnych i niebawem zaprezentuję całość na blogu :) 
Mam nadzieję, że od tych kolorowych, wesołych jasiów dzieciakom zrobi się chociaż odrobinę przyjemniej.

Edytuję, żeby było na froncie :)

sobota, 12 stycznia 2013

Kolejna torba - ale tylko MOJA :)

Uszyłam, zobaczyłam i nie oddam :)
Jest wielka, czekoladowa, z kieszenią zewnętrzną na suwak i z wieloma kieszeniami wewnątrz, w tym jedną na suwak i jedną małą na komórkę na bocznej ściance. Brzegi wewnątrz zabezpieczyłam ekoskórą. Pasek jest krótki, ostatnio polubiłam krótkie paski, takie, przez które przechodzi ramię i na nic więcej nie starcza miejsca ;) Zabezpieczyłam się jednak na wypadek, gdyby pasek mi nie odpowiadał, i dorobiłam mu karabińczyki.
Wnioski na przyszłość - na wielką torbę potrzeba jednak nieco więcej materiału, niż pół metra.

Torba na zdjęciach wygląda na lekko wymiętoloną, ba - nawet widać, że mam w domu kota o białej sierści, ale użytkowana jest bardzo intensywnie i zdążyła już sporo przejść.