niedziela, 23 lutego 2014

Zmiany i nowości

Tym razem nie tyle nowości ciuchowe (choć trochę też), ale nowości, można rzec, strukturalnych:
Po pierwsze: po prawej stronie i na górze jest link do portalu DaWanda, a konkretnie mojego sklepu. Zapraszam serdecznie, asortyment postaram się zwiększyć w miarę szybko :)
Po drugie - na górze, obok sklepu, jest link do galerii. Część z tych ciuchów widzieliście, część to nowości; nowe zdjęcia będą się pojawiać w miarę moich możliwości. Co prawda, spokojnie mogę nosić koszulkę z napisem CZŁOWIEK - ORKIESTRA, ale doba za nic nie chce się rozciągnąć i tu już żadna koszulka nie pomoże.
Po trzecie - niedługo, mam nadzieję, że bardzo niedługo, ruszy mój sklep, tylko mój, z moimi ubraniami (i nie tylko ubraniami, ale to sami zobaczycie).
Po czwarte - idzie wiosna! :)
Do zobaczenia

poniedziałek, 17 lutego 2014

Nadal się dobrze bawię czyli farbowanie, odcinek kolejny

Farbowanie w garze metodą tie dye ma tę - ogromną! - przewagę nad farbowaniem w garze na gładko, że nie trzeba stać nad tym garem jak kat nad dobrą duszą, tylko można wrzucić i sobie pójść, od czasu do czasu sprawdzając, co też w garze piszczy.
Efekty bywają takie oto:



Obiecuję zdjęcia na modelce - jeśli tylko uda mi się tę modelkę złapać, usidlić, przebrać i zmusić do pozowania ;)

wtorek, 11 lutego 2014

Dywagacje

Podywaguję sobie, a co, wygadam się, a poza tym może pomogę komuś w podjęciu (albo niepodjęciu) decyzji.
Jestem dyrektorem, księgową, projektantem, wykonawcą, dyrektorem do spraw wielu. Sama jedna, jedna para rąk i jedna głowa - do wszystkiego.
Nie wiem, czy chcę, żeby tak zostało. Z jednej strony druga para rąk i druga głowa byłyby bezcenne, problem tylko w sercu - powinno być jedno, jeśli wiecie, co chcę powiedzieć.
Zazdroszczę tym, którzy swoje firmy zakładali i prowadzą od początku z kimś - sąsiadką, przyjaciółką, siostrą (przywaliłam się do płci żeńskiej, ale męska też może być), no ale tutaj już nic nie zmienię i nie ma co się nad tym rozwodzić.
Od roku myślę nad tym, co właściwie ja - pani dyrektor, projektant, księgowa i tak dalej - chciałabym właściwie robić. Tzn. wiem, że chciałabym zajmować się ubraniami (projektowanie, szycie i takie tam), ale jak?
Skupienie się na jednym produkcie albo wąskiej grupie wymaga współpracy ze szwalnią nie tyle dlatego, że nie dam sobie rady, ile dlatego, że grozi mi szaleństwo po uszyciu pięciuset milionów identycznych kaftaników albo spodenek.
Szycie na zamówienie jest upiornie stresujące, wszyscy rękodzielnicy wiedzą, dlaczego, i widzę, że część prędzej czy później rezygnuje z realizacji zamówień. Jednym słowem - nie.

Czego zatem można się spodziewać? Krótkich serii, ograniczonych do kilku egzemplarzy. Rzeczy niepowtarzalnych. Kilku sztuk w niewielu rozmiarach (tych najpopularniejszych). Różnych różności, dziwnych dziwności. Jeśli zatem zobaczycie coś, co Wam się spodoba, bierzcie od razu, bo drugiej szansy może nie być ;)

Przy okazji - ostrzegam, że może być pstrokato. Szary jest cudowny, pudrowy róż, beż, granat (po latach nienawiści - ach, te poliestrowe fartuszki - pokochałam ten kolor), ale musi, po prostu musi się coś dziać. Marzę o papuzich kolorach, o motylach, kwiatach, dużych, widocznych, o barwach ożywiających świat i nasuwających myśl o wiośnie w pełnym rozkwicie.

Sama jestem ciekawa, co z tego wyjdzie :)