poniedziałek, 21 grudnia 2015

Pomocnik Świętego Mikołaja

Tak, zobowiązałam się pomóc. Nie tylko w przekazaniu listów (żelazny punkt - żelusie), ale i w opakowaniu prezentów. Z niejadalnymi Święty poradzi sobie sam, dla ułatwienia kupiłam mu elegancki papier, ale słodycze dostaną osobny koszyczek.





Jak widać, koszyczek powoli się zapełnia.
Dno koszyka delikatesowego ma ok.25 cm średnicy, wysokość 18 cm, uszy - nie wiem, kroiłam na oko, ozdobne pseudoguziki przykleiłam za pomocą mojej ulubionej zabawki czyli pistoletu z klejem na gorąco. Przykleiłam sobie też bluzkę do spodni, bo pseudoguzik wyrwał mi się z ręki i rzucił do ucieczki, klejem do przodu.
Koszyk usztywniłam gąbką tapicerską, pomysł z piekła rodem, jesli chodzi o realizację, natomiast jeśli chodzi o funkcjonalność - wręcz przeciwnie.


Zastanawiam się, czy nie dorzucić kabanosów i słoika kiszonych ogórków. Pojęcie 'delikates', jeśli chodzi o moją córkę, mieści w sobie nie tylko lizaćki i titaćki, ale też dużo kiełbasy i 'kisione'.

piątek, 18 grudnia 2015

Dla królowej śniegu

Korona, oczywiście, królowa bez korony nie istnieje. Zależało mi na dwóch rzeczach - zaakcentowaniu zimy (co udało mi się osiągnąć używając materiału w stosowny wzorek) i na tym, żeby korona była bardziej szpiczasta, jak sople lodu.
Konstrukcja taka, a nie inna, wynika ze złości i lenistwa ;) Nie cierpię odwracać na lewą stronę takich cudeniek, jak korona, nie układa mi się ładnie miejsce łączenia poszczególnych 'ząbków', fuj. Poszłam więc na łatwiznę (wiem, że dla speców to raczej trudnizna) i każdy ząb uszyłam osobno, a potem umocowałam na pasku materiału. Wszystko jest usztywnione sztywnikiem lnianym, ale lojalnie ostrzegam, gdyby ktoś próbował powtórzyć ten numer, niech do największego zęba wpakuje coś sztywniejszego, ewentualnie dwie warstwy cieńszego. Chyba że robi mniejsze zęby, niż ja (najwyższy ma ponad 20 cm wysokości), wtedy podwójne usztywnienie nie będzie konieczne.
Jeszcze jedna uwaga - zęby muszą być umocowane w pasku dość głęboko, inaczej będą się kiwać na wszystkie strony.





niedziela, 13 grudnia 2015

Ding dong!

Świąteczne dekoracje :)
Do tej pory rzadko zajmowałam się takimi rzeczami, ale w tym roku stwierdziłam, że fajnie będzie wykorzystać własne umiejętności, o kilometrach tkanin nie wspomnę, żeby udekorować dom uszytymi ozdobami.
I tak powstały wianki - bazę zrobiłam sama z pianki tapicerskiej (dziecko nazwało to kiełbasą, IMHO trafnie ;) ), zwiniętej, zszytej, owiniętej dodatkowo pociętą w pasy podszewką w ohydnym kolorze, żeby łatwo było naciągać tunel. Kwiatki przyszywało się strasznie, strasznie, w końcu je przywiązałam srebrną wstążką, bo straciłam cierpliwość.
Oto efekt: