czwartek, 21 kwietnia 2016

omnia mea mecum porto - rzecz o sakwie

Dziecko, gdy idzie na dwór (przynajmniej moje dziecko), bierze nie tylko rzeczy użyteczne na dworze, hulajnogę, rower, piłkę, ale też brazylion rzeczy dziwnych i na moje rodzicielskie oko kompletnie zbędnych, na przykład chomika na baterie albo zeszyt w różowej okładce. Ponieważ zgadzamy się z Molierem w kwestii Grzegorza Dyndały, dziecko dźwiga samo swoje skarby (porzuca, gubi, wraca i tak dalej). Nie należy mu ułatwiać, oczywiście, ale utrudniać za bardzo też nie i tak oto powstała rowerowa sakiewka. Sakiewka może być też hulajnogowa, ale co do hulajnogi mam inne plany, bo dla niej łatwiej przygotować coś większego. Z rowerem już nie jest lekko, jutro zrobię zdjęcia sakwy w akcji i sami zobaczycie, dlaczego nie jest.
Sakiewka przyczepiana jest na rzepy, dwa na górze, przy kierownicy, i jeden do główki ramy, żeby sakwa nie fruwała przy każdym gwałtowniejszym ruchu.
Na razie zdjęcia na sucho:







Na rowerze:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz